wtorek, 26 lutego 2013
Parę słów refleksji...
Tak więc strona jest już ponownie dostępna dla wszystkich tych, którzy są zainteresowani czytaniem mojej twórczości :) Jak zawsze zachęcam do komentowania - wszelkie komentarze są bardzo ale to bardzo mile widziane i mam nadzieję, że do wszystkich uda mi się odpowiednio i wystarczająco ustosunkować. A jeśli nie wystarczająco dokładnie to cóż... zawsze możemy sobie pozwolić na nieco dłuższej dyskusji. Lubię samemu prowokować pewne tematy do rozważań - ale równie chętnie sam chciałbym być sprowokowany do jakiejś dyskusji. Tak więc droga wolna - i zapraszam serdecznie do rozmowy w formie komentarza. Być może uda się Wam doprowadzić do tego, iż zainspirowany jakimś Waszym tekstem pozwolę sobie na rozwinięcie odpowiedzi w formie tekstu na blogu :-)
U mnie wszystko bez zmian. Życie toczy się swoim torem. Raz szybciej - raz wolniej. Ogólnie nie mam powodów do narzekania. Myślę, że to dobrze. Na nudę również nie narzekam - a to chyba kolejny plus. Zdrowie (odpukać) również dopisuje. Staram się chodzić uśmiechnięty, dawać sobie okazje do śmiechu - bo w końcu śmiech to zdrowie. Mam nadzieję, że ten mój hura optymizm do którego staram się dążyć będzie się nadal rozwijać swoim życiem i dawać mi mnóstwo okazji do tego by być w dobrym humorze. Chcę, aby to pozytywne podejście do praktycznie każdego tematu mnie nie opuszczało :-) Tego samego życzę Wam wszystkim i każdemu z osobna. Z tego co pamiętam to już kiedyś o tym pisałem. Dzielmy się szczęściem, zarażajmy się nim wzajemnie - zarażajmy w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście :-) Po raz kolejny uśmiechnijcie się do najbliższej Wam osoby. Ja zrobiłem to właśnie w tej chwili. I co? Otrzymałem przepiękny uśmiech zwrotny. Na tym polega właśnie istota szczęścia.
Podsumowując - wracam do świata blogerów. Chcę tworzyć nadal coś co może i ktoś przeczyta a może i nie? Tak czy siak - mam możliwość przelania pewnych myśli na tekst i zamierzam to robić. Oby tylko nie wyczerpały mi się pomysły.
Pozdrawiam wieczorową porą i do przeczytania!!! :-)
wtorek, 8 stycznia 2013
"Homo egoistus"... czy to brzmi dumnie?
Natchnięty paroma ostatnimi uwagami na pewne tematy postanowiłem znowu usiąść do klawiatury i spróbować podzielić się kilkoma swoimi refleksjami. Wszystko sprowadza się do tematu postawy egoistycznej. Jeśli osoba z którą ostatnio poruszałem ten temat czyta te słowa to pewnie się lekko do siebie uśmiechnie. Tak więc Tajemnicza Pani (przez wzgląd na pewne okoliczności - nazwisko Tajemniczej Pani do wyłącznej informacji autora blogu ;) (i tu pewnie kolejny lekki uśmiech do siebie) - postanowiłem ustosunkować się na piśmie do pewnych wniosków przedstawionych przez Panią. Nie wiem czy wszystko dobrze pamiętam, ale postaram się w miarę po ludzku wyjaśnić o co mi chodzi. W rozmowie z Tajemniczą Panią ustaliliśmy, że postawa egoistyczna w obecnych czasach jest postawą dobrą i nawet właściwą. Z uwagi na fakt, że ja jednak lubię wszystko analizować (jestem takim amatorskim połączeniem filozofa z psychologiem - muszę wymyślić na to jakieś ładne określenie ;) - postanowiłem również i tym razem bardziej pochylić się nad tym nurtującym mnie stanem jakim jest egoizm. Czy tak naprawdę jest to właściwa obecnie postawa? Czytając te słowa pewnie zauważycie, że być może nie będę trzymał się klasycznej definicji egoisty. Zgodnie z tą przedstawioną w jednym z portali tak zwany "egoizm etyczny" to doktryna etyczna, która mówi, że jednostki powinny robić to, co leży w ich interesie. Brzmi prosto i zrozumiale. A teraz rękę w górę wszyscy Ci, którzy kiedyś zostali źle potraktowani przez osoby, którym wcześniej bezgranicznie ufały lub zostali zaskoczeni widząc takie zachowanie u swoich "zauszników" względem innej osoby. Hmmm... no ja podniosłem rękę w górę - a Wy? Przemyślenia nad egoizmem skłoniły mnie do wyciągnięcia pewnego wniosku. Czy w obecnych czasach jest już aż tak źle, że musimy dbać wyłącznie o swoje własne litery? Bo do tego można by tak nieco uprościć ten cały egoizm. Robię to co jest najlepsze dla mnie, co mi się opłaca... - dbam o siebie i o swoje "siedzenie". Proszę pamiętać drogi czytelniku, że w tym tekście przedstawiam swoją własną wizję i rozumienie postawy egoistycznej - nie wiem czy jest ona zgodna z Twoją czy tez z wyżej zawartą definicją naukową - pewnie jedną z kilku. Ale po raz kolejny korzystam z przysługującej mi wolności słowa - jednej z najbardziej cenionych przeze mnie wartości we współczesnym świecie. Wartości, która jak mam wrażenie, daje możliwość na dokonanie pewnych zmian - i to zmian na lepsze. Tak więc wracając do meritum. Czy naprawdę jest już tak źle, że troszczymy się tylko o siebie? Rozszerzając to "o siebie" postanowiłem wprowadzić na potrzeby tego rozważania pewną definicję, którą to określiłem jako "egoizm lokalny". Pozwólcie, że rozszerzę to "o siebie" o najbliższe otoczenie człowieka - czyli o rodzinę -rodziców, żonę (czy też narzeczoną), dzieci (jeśli są) itd. itp. W skrócie - "egoista lokalny" dba nie tylko o samego siebie ale i o najbliższe mu osoby. No jakby nie było jest to rzecz zrozumiała - najbliższe osoby powinny być dla nas najważniejsze. Oznaką normalności dla mnie jest jeśli tak rzeczywiście jest - bo w moim przypadku jest. Wiadomym jest, że pewne okoliczności mogą psuć relacje z naszymi bliskimi - ale naszym celem nadrzędnym powinno być jednak pielęgnowanie tych relacji. Uważam, że obcy człowiek nigdy nie zrobi dla nas tyle co najbliższa nam osoba. Współczynnik wybaczalności u tych osób jest również największy. Z pewnością doskonale o tym wiecie. No ale po raz kolejny powróćmy do naszego egoizmu. Oczywiście warto dbać o interes swój i swoich najbliższych. W takich momentach nachodzi mnie jednak pewna refleksja. Czy egoizm nie hamuje postępu? Czy gdyby wszyscy nieżyjący już wynalazcy zaszyli się sami w sobie czy pozwoliliby sobie na dokonanie tych swoich odkryć? Ktoś zaraz powie - ale jakimi pobudkami się oni kierowali dokonując tych odkryć? Mam smutne wrażenie, że w obecnych czasach kierują się głównie chęcią zysku. Jest to przykre - ale myślę, że bardzo prawdziwe. Można się zastanawiać czy w przeszłości było tak samo. Pewnie w iluś tam przypadkach tak - ale żyję może złudnym przekonaniem, że nie we wszystkich. Egoizm towarzyszy nam na każdym kroku. Nawet jeśli sami nie określamy się mianem egoistów to jego przykłady widzimy cały czas. Egoizm ten jednak często wykracza poza skalę jednostki. Wyróżniamy więc wspomniany wyżej przeze mnie "egoizm lokalny". Jego skala bywa różna. Nie musi to być wyłącznie rodzina - może być większa grupa - społeczna, etniczna itp. Zastanawiające jest również - choć może w tym miejscu dokonam lekkiego spłycenia lub powiem o czymś oczywistym - czy z pewnego rodzaju egoizmem nie mamy do czynienia przy działaniu pewnego rodzaju grup nacisku, lobby. W końcu dbają one o swoje własne interesy -własne właśnie niekoniecznie w sensie jednostki ale mniejszej lub większej grupy osób chcącej osiągnąć pewien cel. A po co ten cel? Po to, aby żyło się lepiej - zwłaszcza tej grupie. A jeśli i komuś innemu? - no to dobra - niech im tam też będzie lepiej - ale przede wszystkim nam. Nie chcę tutaj wgłębiać się w temat polityki - ale pewnie dostrzeżecie między wierszami o co mi chodzi. Podsumowując - egoizm wydaje się być idealny do współczesności. Moim zdaniem jednak tylko wtedy, gdy chcemy żeby było nam lekko, łatwo i przyjemnie. A nie oszukujmy się - czy nie każdy z nas chce żyć właśnie w ten sposób? Znamy wiele powiedzonek w stylu "co tu robić, żeby się nie narobić". Taki już jest człowiek. Światełkiem w tunelu są dla mnie różnego rodzaju inicjatywy charytatywne. Patrząc na te akcje wraca mi wiara w drugiego człowieka i w to, że są jeszcze na tym świecie ludzie, którzy chcą (lub przynajmniej sprawiają takie wrażenie) pomóc drugiemu człowiekowi. A jeśli robią to zupełnie bezinteresownie - to chwała im za to! Nie wiem czy w tym miejscu poruszyłem wszystkie kwestie które chciałem. Są to takie moje przemyślenia "na gorąco". Jednak coraz bardziej odnoszę wrażenie, że pewnie i ja wkomponowuję się w to egoistyczne społeczeństwo. Myślę jednak, że nie jest to do końca dobre. Będę pewnie jeszcze ten temat analizował w sobie i być może jeszcze kiedyś tu do niego wrócę. Swoją drogą - ciekawe co na to powie Tajemnicza Pani... ;-) Pozdrawiam serdecznie i do przeczytania :)
niedziela, 6 stycznia 2013
Bez komórki jak bez ręki... ;-) i nie tylko o tym :)
Sam dosyć późno "dorobiłem" się komórki - bo dopiero na studiach. Mój problem pewnie byłby problemem tragicznym dla obecnego młodego pokolenia. Nie trzeba daleko szukać by znaleźć gdzieś na widoku jakiegoś młodego chłopaka lub dziewczynę klikających nonstop w telefonie. Śmiałbym określić ich wręcz "niewolnikami komórek". Niby straszne - ale gorsze jest dla mnie jednak to, iż okazało się, że i ja bez komórki byłem dość znacznie ograniczony. Możnaby wręcz zaryzykować stwierdzenie, że nie mogłem normalnie funkcjonować. Oczywiście po odzyskaniu telefonu odczułem ulgę. Wiem, że teraz pewnie będę starał się pamiętać o tym, aby telefon mieć przy sobie. W końcu nie wiem kiedy ktoś będzie się chciał ze mną skontaktować - a niekiedy jeden telefon może odmienić nasze życie, prawda? Hehe - tak - zaczyna pomału ze mnie wychodzić ten optymista, ten człowiek nastawiony bardziej pozytywnie do ludzi i wszechświata... No bo w sumie czemu nie miałbym być takim człowiekiem? Tego typu podejście - mimo faktu, iż niekiedy można się bardzo na tym przerobić - sprawia, że choćby i humor mam lepszy. Postanowiłem, że będę się starał w swoim życiu nikogo nie skreślać, każdemu dawać szansę i mam nadzieję, że być może sprawi to, że niektórzy ludzie z tego powodu spojrzą i na mnie nieco inaczej i być może zmienią swoje nastawienie do mnie. Że co? Że się przejmuję tym co ktoś o mnie myśli? Mimo tego co niektórzy myślą i mówią - to wszyscy z pewnością staramy się być akceptowanymi przez innych - mówcie co chcecie ale tak właśnie uważam. Tak więc tak - zależy mi na dobrych relacjach z innymi ludźmi i myślę, że jest to również element mojej optymistycznej transformacji. No ale z drugiej strony jeśli ktoś jest do mnie jakoś uprzedzony - bo jak najbardziej ma do tego prawo - no cóż... - tak jak napisałem - ma do tego prawo. Ale w takiej sytuacji niech ma odwagę powiedzieć mi prosto w twarz o co mu chodzi i jaki ma ze mną problem. A co? Odwagi do tego zabraknie? No to jakim jesteś człowiekiem... człowieku... Bądź szczery wobec siebie i wobec mnie. A może okaże się wówczas, że Twoje uprzedzenie jest bezzasadne? Ale nic - nikogo do siebie nie będę przekonywać :) Każdy żyje tak jak chce i tak jak umie - no i nie każdy musi żyć ze wszystkim w zgodzie. To już by była jakaś idylla - a niestety do tego to nam jeszcze dużo brakuje i długa przed nami droga by choć do tej idylli się zbliżyć.
Troszkę odbiegłem od tematu - ale chyba pewnego rodzaju urokiem tego mojego wynaturzania się jest to, by pisać to co "ślina przyniesie na język". W końcu taka jest też tematyka bloga. No ale na dzisiaj już kończę. Pozdrawiam serdecznie. Cieszcie się ostatnimi godzinami weekendu i mimo wszystko jutro z uśmiechem i zadowolonym wyrazem twarzy podnieście się jutro z łóżka i udajcie do pracy. Wiem, że jeszcze wstajemy i zazwyczaj wychodzimy do pracy "w nocy" - ale z każdym dniem tego dnia przybywa. I to jest właśnie optymistyczny element w tym wszystkim hehe... Jeszcze raz pozdrawiam :) Do przeczytania.
piątek, 4 stycznia 2013
Nowy Rok czas zacząć... :-)
Witam już w Nowym Roku i na początek kolejne lekkie przeprosiny z uwagi na fakt, iż obiecywałem w poprzednim tekście , iż uda mi się napisać parę słów podsumowania zeszłego roku jeszcze przed jego końcem. No cóż... zazwyczaj życie potrafi zweryfikować tego typu deklaracje. Tym razem jednak mam lekkie usprawiedliwienie. Czas świąteczny i międzyświąteczny był czasem pełnym... czego? Jak to zwykle bywa w tym okresie - czasem pełnym braku czasu ;-) Dzisiaj mamy już czwarty dzień stycznia 2013 roku. Z uwagi na fakt, iż wczoraj usłyszałem, iż życzenia noworoczne można śmiało składać aż do święta Trzech Króli to spieszę już do Was ze swoimi życzeniami. Oby ten 2013 rok, mimo krążących już różnego rodzaju plotek na temat jego pechowości (z uwagi na 13 w nazwie), przyniósł Wam wiele radości, szczęścia i bez liku okazji do uśmiechu. Niech dopisuje Wam zdrowie (zwłaszcza w okresie grypowym - podobno w tym momencie krążą 3 różne wirusy grypowe - znając życie pewnie jest ich jednak więcej) a Wasi przyjaciele i najbliżsi stanowią dla Was ogromne wsparcie. Niech jednak to wsparcie nie będzie jednostronne. Również i Wy starajcie się być zawsze dla nich życzliwi i wspierać ich bezinteresownie w każdej chwili gdy wyczujecie, iż może to być im potrzebne. Nie czekajcie na to, iż oni Was o to wsparcie poproszą. Często jest tak, że będąc w jakimś dołku nie chcemy dodatkowo angażować nikogo w nasze problemy. Wiadomym jest, iż niekiedy z uwagi na pewne okoliczności wskazane jest abyśmy pewnymi rzeczami nie dzielili się z innymi. Ale prawdą jest również to (i wiem to z doświadczenia życiowego), że niekiedy potrafimy się po prostu wygadać. W rozmowie z naszym przyjacielem nie musimy poruszać tego konkretnego problematycznego tematu (zwłaszcza jeśli nie możemy tego zrobić) - ale bardzo często jest tak, że sama rozmowa przyniesie nam pewnego rodzaju ukojenie. Ja sam kiedy wiem, iż z jakiegoś tam względu nie mogę stanowić idealnego "leku na całe zło" staram się pomóc moim najbliższym osobom właśnie rozmową. A jeśli mój rozmówca dotychczas ponury i zadręczony swoimi problemami choć na chwilę się uśmiechnie - to uważam to za coś cudownego. Bo ten najdrobniejszy uśmiech stanowi zaczątek czegoś pięknego - daje szansę na to, iż ta osoba pomimo chwilowych (lub nawet mimo wszystko dłuższych problemów) odnajdzie "wejście" na drogę szczęścia i radośniejszego życia. Myślę, że niekiedy to nasze ciągłe przygnębienie i pogłębianie się w stanie beznadziejności sprawia, iż nie potrafimy dostrzec swego rodzaju "światełka w tunelu". Czegoś co sprawi, że spojrzymy na nasz problem z nieco innej perspektywy i co pozwoli nam stwierdzić, iż pomimo wcześniejszej sytuacji beznadziejnej okazuje się, iż ona wcale taka nie jest. Starajmy się więc w tym Nowym Roku być lepszymi ludźmi. Lepszymi przede wszystkim dla innych ale i dla samych siebie. Jeśli to możliwe wybaczmy krzywdy innym ludziom - naszym znajomym, współpracownikom czy też choćby naszym krewnym. Pozwólmy sobie na nowe otwarcie. Jeśli straciliśmy z kimś kontakt (nieważne czy z naszej czy nie z naszej winy) może spróbujmy ten kontakt odzyskać. Oczywiście jeśli nam na tym zależy. Często bywa tak, że ta druga skłócona z nami osoba również chciałaby odzyskać tę niekiedy bardzo wartościową znajomość - ale nie ma tyle śmiałości. Ciągle rozpamiętuje przeszłość i obawia się być może naszej reakcji lub wręcz odtrącenia wyciągniętej na zgodę dłoni. Spróbujmy więc to my wyjść z inicjatywą pojednania. Jeśli to nasza dłoń zostanie wówczas odtrącona... no cóż... przynajmniej będziemy mogli stwierdzić, że próbowaliśmy. A jeśli nawet nie spróbujemy - to nie przekonamy się jak ta cała sytuacja może się zakończyć. Ostatnimi czasy słyszałem również inne ciekawe życzenia - które wykorzystam w tym miejscu. Oby ten 2013 rok był gorszy od 2014. Co to oznacza w skrócie? Oby kolejny rok był jeszcze lepszy. Niech to będzie prognostyk dalszych zmian w naszym życiu. Zmian na lepsze oczywiście. Uważam, iż odmiana życia z całą pewnością nie jest procesem krótkotrwałym. A co dopiero jeśli ktoś chce zmienić swój charakter (tak tak - uważam, że mimo wszystko jest to możliwe - ale jest bardzo długim i trudnym procesem i to naprawdę bardzo trudnym - być może i niekiedy niemożliwym -ale znowu kłania się konieczność choćby spróbowania). Wiem to po sobie. W końcu urodzony pesymista stara się zostać "hura optymistą" :-) Mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć a ten rok będzie okazją ku tej zmianie. Pozwólmy sobie na odrobinę luksusu. Spróbujmy podjąć jakieś dawno porzucone zamierzenia. Spełnijmy jakieś swoje marzenie. Nie bójmy się zainwestować w siebie. W tym miejscu również mała wskazówka dla osób samotnych. Spróbujcie to zmienić. Pewnie jest gdzieś niedaleko jakaś osoba na której Wam w szczególności zależy. Rozwińcie tę znajomość. Przynajmniej spróbujcie. Odtrącenie boli - tak. Ale z drugiej strony dlaczego od razu zakładać odtrącenie i ustawiać się na straconej pozycji? Ustawcie się blisko podium i liczcie na sukces. A ewentualna porażka mimo wszystko niech Was nie zraża. Łatwo powiedzieć? Może i tak - ale myślę, że po raz kolejny trzeba tu podkreślić, iż lepiej jest spróbować niż później żałować, iż się nawet nie spróbowało. I tym optymistycznym akcentem kończę. Wszystkiego dobrego!!!
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Tradycyjne Wesołych Świąt...
Święta za pasem. Praktycznie już za zakrętem. Trwa Wigilia. Z pewnością większość z Was szykuje jeszcze ostatnie dania na wigilijny stół, część z Was być może gania jeszcze za ostatnimi prezentami po sklepach, które za moment również zostaną zamknięte, tak by ich pracownicy również mogli zasiąść do wigilijnych stołów. Być może część z Was w tej chwili jest jednak w pracy… witam w klubie ;-) No ale w gruncie rzeczy nie jest ważne gdzie teraz jesteście. Najważniejsze jest to, aby w miarę Waszych możliwości nie zabrakło Was dzisiaj przy wigilijnym stole. Niech te nadchodzące Święta Bożego Narodzenia będą dla nas wszystkich pewnego rodzaju odskocznią od codzienności i wszystkiego co się z nią wiąże. Pozwólmy więc sobie na wyłączenie tej części naszego jestestwa, które odpowiada za kwestie związane z naszą pracą, naszymi troskami, problemami – zarówno tymi drobnymi jak i tymi największymi. Postarajmy się przez ten świąteczny czas dać sobie i naszym najbliższym najwięcej szczęścia.
Również w drodze do naszych domów nie bójmy się uśmiechnąć do innych ludzi. Jedna z moich ulubionych piosenek świątecznych jest chyba właśnie mniej więcej o tym. Szczerze polecam utwór Chrisa Rea – „Driving home for christmas”. Tak więc jak już zacząłem pisać wcześniej... Jadąc do domu nie bój się uśmiechnąć do towarzysza Twojej podróży. Całkiem niedawno usłyszałem pewną złotą myśl, która bardzo mi się spodobała i sam zamierzam z niej korzystać – a brzmi ona mniej więcej tak „Uśmiech jest najtańszym sposobem na dostarczenie szczęścia drugiemu człowiekowi”. Starajmy się więc dzielić tym szczęściem z kimkolwiek się da. Kto wie – być może samym naszym uśmiechem sprawimy, że komuś zrobi się lżej na sercu lub chociaż na chwilę stanie się bardziej szczęśliwy i radosny. Nie bójmy się dzielić szczęściem i sami czerpmy je od innych w tych gorszych chwilach naszego zwątpienia.
Niech te święta będą dla nas również okazją do pojednania z tymi, którzy w ciągu roku lub nawet dawniej „zaszli nam za skórę”. Rozważmy w swoim sumieniu czy te wcześniejsze nieporozumienia czy kłótnie były w ogóle uzasadnione. A jeśli nawet tak – to czy warto chować urazę? Jeśli dokładnie sobie przeanalizujemy całą sytuację to pewnie okaże się jednak, iż nie warto trwać w tym sporze. Wyciągnijmy dłoń na zgodę nawet ryzykując, iż ta dłoń nie zostanie przyjęta. Dopóki nie spróbujemy to nie przekonamy się co z tego wyjdzie.
Skorzystajmy z tych świąt to zregenerowania naszych sił. Naładujmy nasze akumulatory i z pełną werwą ruszmy do dalszego życia. Niech święta dadzą nam również szansę na to, aby w spokoju przeanalizować swoje życie i być może wyciągnąć jakieś sensowne wnioski na przyszłość. Niekiedy zdarza się tak, że wystarczy zmienić jedną drobną rzecz w naszym życiu, aby nabrało ono nowych, radosnych kolorów i dało nam ogrom szczęścia i spełnienia. Właśnie tego życzę Wam wszystkim i każdemu z osobna.
Z kolei sobie życzę wytrwania w optymistycznej postawie życiowej. Przyznam, że ostatnio miałem okres mocnego zwątpienia w to czy taki naturalny pesymista jak ja może zmienić swoje nastawienie do życia. Pewnie dlatego mój blog ostatnimi czasy świecił pustkami i nie było żadnych nowych wpisów. Nadal nie wiem jak będzie z częstotliwością publikowania tutaj – ale jednym z moich celów na najbliższy czas jest zadbanie o to, aby to miejsce nie było takie martwe. Postaram się pisać więcej – o ile oczywiście czas na to pozwoli. Wiem, wiem – już szukam wymówek – no ale sami wiecie jak to jest w tym dorosłym życiu. Czas pędzi i zawsze go nam brakuje. Być może jest to właśnie to miejsce, w którym powinienem Wam złożyć życzenia tego, aby właśnie tego czasu Wam nie brakowało. A w szczególności czasu dla najbliższych i na realizację Waszych pasji i celów życiowych. Skoro już wstąpiliśmy na tę drogę dorosłego życia to trzymajmy się na niej i nie dajmy się wykoleić :-)
Na koniec jeszcze raz życzę Wam zdrowych, pogodnych, rodzinnych i dłuuuugich Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie najbliższych i najważniejszych dla Was osób.
PS: Mam nadzieję, że przed Sylwestrem uda mi się napisać tu jakieś małe podsumowanie :-)
niedziela, 25 listopada 2012
Troszkę o Skyfall...
Dzisiaj będzie po raz kolejny filmowo. W jakieś dwa tygodnie po premierze (niestety wcześniej nie mogłem z powodu choroby) udało mi się w końcu obejrzeć film Skyfall. Po raz kolejny usłyszałem ulubione przez siebie słowa "My name is Bond. James Bond". Za każdym razem jakoś tak mi się miło robi gdy je słyszę - mimo, iż padały już z ust kilku różnych aktorów. Mój stosunek do Bonda jest dla mnie wyjątkowy. To zawsze będzie pewnego rodzaju sentymentalna postać. Dlaczego sentymentalna? Otóż James towarzyszy mi już od wielu lat. Praktycznie zawsze oglądam filmy o Bondzie kiedy lecą w telewizji (oczywiście jeśli tylko mam taką możliwość). I choć po ostatnim nieco podupadnięciu całej serii (wybaczcie - mimo sympatii do Pierce'a Brosnana tak właśnie określę tych kilka filmów z jego udziałem) uważam, że ostatnie trzy produkcje (w tym właśnie Skyfall) są po prostu świetne. Może jestem zaślepiony sympatią do postaci agenta 007... No ale cóż - każdy ma prawo do własnych opinii. Owszem - spotkałem się z wieloma negatywnymi opiniami na temat Skyfall - to postanowiłem, że jak zawsze muszę sobie wyrobić własne zdanie na temat tego filmu. Seans w kinie był nieunikniony (jak również zakup DVD kiedy tylko pojawi się na rynku).
Pomimo dość przydługawego reklamowego wstępu do samego seansu (30 minut reklam pod rząd to zdecydowanie za wiele ;-) no ale przynajmniej udało mi się dowiedzieć o pewnym filmie, o którym wcześniej nie miałem zielonego pojęcia - czyli o "Atlasie chmur" - pewnie jeśli uda mi się go obejrzeć to będzie tematem na odrębny post...) samo napięcie towarzyszące rozpoczęciu filmu jakoś pomogło mi przetrawić te reklamy. Nie mam zamiaru tutaj zagłębiać się szczegółowo w fabułę filmu, gdyż uważam, że nie należy za bardzo "spoilerować". W końcu wielu z Was - moich potencjalnych czytelników - mogło nie mieć jeszcze możliwości zobaczenia filmu. Jeśli jesteście takimi osobami to z czystym sumieniem polecam Wam wizytę w kinie (od biedy obejrzenie filmu na DVD po jego premierze - aczkolwiek nie oszukujmy się - to z pewnością nie będzie to samo co seans w kinie). Myślę, że nie wyjdziecie z kina zawiedzeni. Chociaż z drugiej strony każdy ma również prawo do krytyki filmu. Ja przez swoje zaślepienie staram się nie dostrzegać wad tego filmu - aczkolwiek jest w nim jedna taka scena... ;-) pewnie Ci co widzieli domyślają się o co mi może chodzić :-) Mimo wszystko uważam, że film utrzymuje się w dobrej bondowskiej tonacji. Ze zniecierpliwieniem czekam na kolejną część - która tradycyjnie została zapowiedziana na końcu filmu :-)
Co do samego Daniela Craig'a w roli agenta 007 - to pomimo wielu obaw przed obejrzeniem "Casino Royale" uważam, że twórcy Bonda dokonali dobrego wyboru. Daniel sprawdza się w roli Bonda. Fakt, że jest to nieco inny agent (jak dla mnie przypomina nieocenionego Sean'a Connery) od tego co pokazał ostatnio choćby Brosnan. Ale Bond Craiga jest dla mnie bardziej ludzki. Nowe filmy nie stawiają za wszelką cenę na niewiadomo jak wyszukane gadżety. Zresztą jedna scena w filmie również do w dobitny sposób podkreśla. Twórcy filmu korzystając z jubileuszu 50-lecia Bonda czerpią również momentami z historii filmów o nim. Jest kilka bardzo fajnych nawiązań za co kieruję podziękowania.
Cóż... nie jest łatwo chcąc powiedzieć nieco o filmie nie zdradzając za dużo fabuły. Po raz kolejny polecę Wam seans w kinie. Jako pewnego rodzaju ciekawostkę mogę Wam zdradzić, że film ten stanowi dla mnie również pewnego rodzaju społeczny fenomen. Otóż jakieś 90% moich znajomych, z którymi rozmawiałem w ostatnim czasie było w kinie na Bondzie. I to również osoby nie przepadające za tego typu filmami. Mimo wszystko również i te osoby były zadowolone po wyjściu z kina. To chyba jednak coś znaczy, nie uważacie?
No i to by było na tyle. Mam nadzieje, że mój kolejny post nie pojawi się znowu po ponad miesięcznej przerwie. Będę się starał częściej tu zaglądać co i sprawi, że i Wy może będziecie :-) Pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnej (i niestety już małej) reszty weekendu :-)
PS: Nawiązując do Dnia Życzliwości, który stosunkowo niedawno. Po lekturze powyższego tekstu proszę się uśmiechnąć do najważniejszej dla Was osoby w życiu i powiedzieć jej coś bardzo miłego :-)
środa, 17 października 2012
Piłka wodna na Narodowym... czyli o tym, że jednak jest coś poniżej dna.
Dzisiejszy temat nie mógł być o czymkolwiek innym niż wczorajsze wydarzenie, do którego doszło na naszym cudownym Stadionie Narodowym. Hmmm… napisałem wydarzenie, do którego doszło… w sumie to jednak nie doszło do tego wydarzenia. Po raz kolejny człowiek został pokonany przez naturę? Niestety nie tym razem, gdyż wówczas można byłoby to w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć. Natomiast dla tego co wczoraj miało miejsce trudno jest mi znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie.
Przeglądając dzisiejszego poranka strony portalu społecznościowego nie zawiodłem się. Tak, nie zawiodłem się. Na naszych kochanych internautach. Od samego rana miałem możliwość oglądać fragmenty ciekawych artykułów udostępnionych przez moich drogich współinternautów (że tak ich nazwę). Moim oczom ukazała (wprawdzie średnia ale jednak) przeróbka zawodników obu reprezentacji w basenie uprawiających piłkę wodną. Na innym ze zdjęć artykuł z tytułem „A jednak zaskoczyliśmy Anglię”. Zdecydowanie ją zaskoczyliśmy, ale chyba każdy zgodzi się z tym, iż miało to być zupełnie innego rodzaju zaskoczenie.
Jeśli chodzi o grę naszej reprezentacji to mam do niej podejście lekko realistyczne. We wczorajszym meczu liczyłem na remis. Najlepiej byłoby widzieć przynajmniej po jednej bramce z każdej strony. Przy większej ilości bramek (dającej jednak ostatecznie remis) mecz byłby z pewnością jeszcze ciekawszy. Niestety nie było mi dane zobaczyć ani jednej bramki. Ba, nie było mi dane zobaczyć ani sekundy trwającego meczu. O ile ja obserwowałem te wszystkie wydarzenia w cieple domowego ogniska, o tyle najbardziej żal mi jest zdecydowanie kibiców. Kibiców którzy (jak było to zresztą wielokrotnie podkreślane przez komentatorów ze studia meczowego) przyjechali na ten mecz z całego kraju. Miało to być ogromne wydarzenie. Mecz Polska – Anglia. Takie coś nie zdarza się co pięć minut. No i mimo, iż mamy dość niekorzystny bilans meczowy to tego typu mecz zawsze wzbudza ogromne zainteresowanie (no przynajmniej wśród Polaków). A tu taki klops. Nigdy w życiu nie podejrzewałbym, że mecz nie odbędzie się z powodu deszczu. O ile sytuacja dotyczyłaby jakiegoś innego stadionu to rzecz mógłbym jeszcze zrozumieć. W tym przypadku mamy jednak do czynienia z nowowybudowanym stadionem. Stadionem, który powinien być przygotowany na tego typu sytuacje. Nie chcę się teraz doszukiwać personalnej winy kogokolwiek. Nie w tym rzecz. „Daliśmy ciała” i wiadomość poszła w świat. Widać to choćby po wypowiedziach angielskich komentatorów, którzy w swojej transmisji użyli słów w stylu „Polska to dziwny kraj”. Chodziło oczywiście o przypomnienie sytuacji z meczu z Grecją, kiedy to przy wysokiej temperaturze dach był zamknięty, co podobno miało również ogromny wpływ na grę naszej reprezentacji. Tym razem jednak dach pozostał zamknięty. Taka była decyzja działaczy.
Czy tak trudno jednak sprawdzić w dzisiejszych czasach prognozę pogody? Mimo, iż nie mam dostępu do najnowocześniejszych technologii, byłem w stanie za pośrednictwem jednego z wielu portali internetowych sprawdzić pogodę. Wiedziałem, że praktycznie cały dzień ma padać deszcz. No i nie zawiodłem się na prognozie. Zabezpieczyłem się w jedyny sposób na jaki mogłem sobie pozwolić –wziąłem ze sobą z domu parasol. Rozłożyłem dach nad swoim osobistym stadionem. Nie było trudno, nic nie zawiodło w tym przypadku – ani czynnik ludzki ani czynnik techniczny. Skoro więc ja, zwykły śmiertelnik, byłem w stanie sprawdzić jaka będzie pogoda, to podejrzewam, że było to również możliwe w stolicy. Mało tego, podejrzewam, że tam są od tego specjalni ludzie, którzy mają przewidywać tego typu sytuacje i skutecznie im zapobiegać. Coś jednak poszło nie tak. Przypomnę po raz kolejny, że nie chcę się tutaj doszukiwać konkretnych osób winnych temu wszystkiemu. Jest mi jednak tak zwyczajnie po ludzku przykro. Nie wiem jaki byłby wynik tego meczu, tak samo jak nie wiem jaki wynik będzie w dniu dzisiejszy (o ile oczywiście dojdzie do meczu, chociaż innej możliwości to ja już nie widzę). Liczyłem jednak na obejrzenie dobrego widowiska. Tak samo jak Ci wszyscy wierni reprezentacji kibice zgromadzeni przede wszystkim licznie na stadionie jak i przed telewizorami. Naprawdę przykro było podczas wczorajszej transmisji oglądać te smutne twarze na stadionie. Podejrzewam, że wielu z tych ludzi do końca niedowierzało w to co miało miejsce. Trudno im się w sumie dziwić. Mnie również trudno było w to uwierzyć.
Przykre jest to, że po zorganizowaniu tak dużego turnieju jakim było bez wątpienia Euro 2012 i po (podobno) chwalebnych opiniach na temat naszych działań organizacyjnych wyszedł taki blamaż. Podczas wczorajszej transmisji przytoczone zostało porównanie do organizowania przez Anglików olimpiady. W kraju słynącym z ogromnych opadów deszczu nie doświadczyłem jakichś problemów organizacyjnych z tym związanych. Moim zdaniem wszystko zagrało (ku zdziwieniu wielu osób) tak jak miało. Dlaczego więc nam znowu musiało coś się nie udać? Dlaczego my będąc na przysłowiowym dnie zawsze musimy próbować sprawdzać czy aby na pewno nie ma nic poniżej? Niestety często udaje nam się przekonać, że można jednak upaść jeszcze niżej.
Wierzcie mi, nie jest łatwo pisać te wszystkie słowa. Samo ich pisanie boli. Jest to jednak moja subiektywna reakcja na wydarzenia wczorajszego dnia. Jako, że jednak staram się ostatnio doszukiwać choćby najdrobniejszego dobra w każdej sytuacji liczę na to, iż wyciągniemy z tej lekcji same pozytywne wnioski i uda nam się zatrzeć to poczucie niesmaku i wstydu. Najlepiej, aby udało nam się to dzisiaj na boisku. Wierzę, że tym razem nic nie zawiedzie i nasza reprezentacja wyjdzie na boisko z podniesionym czołem. Wynik meczu w tym momencie jest dla mnie rzeczą drugorzędną. Zagramy na skalę naszych możliwości. Zamierzam dziś po raz drugi zasiąść do oglądania meczu Polska – Anglia. Oby tym razem wszystko poszło sprawnie a samo oglądanie tego wydarzenia przyniosło mi wiele radości i satysfakcji.
I tym optymistycznym akcentem kończę ten zdecydowanie mniej niż zwykle optymistyczny tekst. Pozdrawiam serdecznie :-)